Granice poznania

Marcin Orliński

(„Twórczość” nr 5/2015)

Mirosław Mrozek, Horyzont zdarzeń, Fundacja Literatury im. Henryka Berezy, Szczecin 2014


Mirosław Mrozek Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z tajemniczym i abstrakcyjnym światem fizyki teoretycznej. Było lato 1995. Po egzaminie wstępnym do liceum wyjechałem na wakacje, a jedną z książek, które ze sobą zabrałem, była Krótka historia czasu Stephena Hawkinga. Dualizm falowo-korpuskularny, zasada nieoznaczoności, promieniowanie gamma – te pojęcia niewiele mi jeszcze mówiły, ale każde z nich otwierało przede mną nową rzeczywistość. Pod stopami miałem piasek, przed oczami morze, a nad głową – wielki i groźny kosmos. I oto dzisiaj trzymam w ręku tom wierszy, który podejmuje z tą dziedziną twórczy dialog. Siadam więc pod gwiaździstym niebem i ustawiam teleskop na galaktykę Mirosław Mrozek.

Horyzont zdarzeń to książka, która zdobyła główną nagrodę w drugiej edycji Konkursu Literackiego imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie”. Jej tytuł odnosi do teorii względności, a w szczególności do zjawisk, które zachodzą w czarnych dziurach. Czarne dziury są obiektami niezwykle masywnymi. Wytwarzają tak duże pole grawitacyjne, że pochłaniają wszystko, co znajdzie się w pobliżu, nawet światło. Sfera, która je otacza, nazywana jest horyzontem zdarzeń. Stanowi granicę, zza której nie może się wydostać ani energia, ani informacja. Można to przedstawić w następujący sposób: obserwator stoi na plaży i patrzy w czarną taflę morza. Co jest pod powierzchnią? Nie wie i nigdy się nie dowie. Tajemnica, mrok, osobliwość. To oczywiście tylko niedoskonałe porównanie. Nurkowie z powodzeniem eksplorują przecież podwodne światy i wracają ze swoimi odkryciami na powierzchnię. W przypadku czarnej dziury powrót choćby jednej cząstki jest niemożliwy.

Czy to dobry punkt wyjścia dla literatury? Myślę, że świetny. Podmiot liryczny Horyzontu zdarzeń analizuje swoje życie duchowe, jednocześnie obserwując otaczający świat. Istotnym tłem jego rozważań jest pobyt w zakładzie psychiatrycznym. Szpitalne mury pojawiają się już w pierwszym wierszu Napis, co można uznać za znaczący gest artystyczny. Bohater wiersza siedzi z papierosem na parapecie. Ściany sali, w której przebywa, otaczają go fizycznie, ale stanowią też granicę symboliczną. Rozum, o czym czytelnik może się przekonać także z innych wierszy, okazuje się zawodny i nie jest w stanie pokonać otchłani, która go infekuje. W drugim wierszu, którego tytuł Albo nie być nawiązuje do najsłynniejszego bodaj passusu z Szekspira, Mrozek próbuje dokonać etycznej transgresji, czego efektem jest następujący, nietzscheański z ducha fragment: „Być/ całkowicie wolnym, poza dobrem i złem, poza/ wszelką oceną. Stać się doskonałym jak zwierzę,/ uzbrojone w najskuteczniejszą z broni. Umysł”. Ta epistemologiczna redukcja, choć atrakcyjna, skazana jest jednak na porażkę. Zwierzę, chcąc zajrzeć w swoje wnętrze, zmuszone jest wgryźć się we własny bok. Akt samopoznania okazuje się aktem samounicestwienia.

Wątek choroby psychicznej pojawia się w książce wielokrotnie. W utworze Ale bohater wyznaje: „Nigdzie nie ma tylu chętnych, by zbawiać świat,/ co w domach wariatów – ja nie, ja chciałem/ niszczyć, ale byłem za słaby, więc postanowiłem/ zniszczyć siebie, ale byłem za słaby, więc/ musiałem żyć, ale byłem za słaby, dlatego/ chciałem zostać poetą, ale byłem za silny”. Możliwe, że choroba psychiczna nie jest odstępstwem od stanu normalnego, lecz reakcją na trudną do zniesienia rzeczywistość. Wybór, którego musi dokonać jednostka, naznaczony jest dramatem: albo dostosujesz się do świata, albo świat cię zniszczy. Możliwe, że jedynym sposobem na amortyzację egzystencjalnych wstrząsów jest poezja. Oto świat duchowy znów spotyka się ze światem fizycznym: „a u mnie, proszę państwa, jest zaburzony/ metabolizm energetyczno-informacyjny” (A gdy mnie pytają, na co choruję, odpowiadam). Życie z zaburzonym metabolizmem energetyczno-informacyjnym jest życiem na krawędzi, niebezpiecznym poruszaniem się po orbicie, szalonym tańcem, który w każdej chwili może strącić bohatera w obłęd. Podmiot liryczny wyznaje, że zza swojego horyzontu wracał kilka razy, choć „stamtąd nie wraca się/ nigdy całkowicie. Rzadko zresztą wracać się chce” (Wiersz drogi).

Jednym z najbardziej zagadkowych utworów w książce jest wiersz Mechanika kwantowa. Mrozek pisze: „ten wiersz istnieje/ tylko kiedy go czytasz// podobnie jest z istnieniem/ bólu a raczej bólem istnienia”. Mroczny to fragment, niepokojący. Podobnie zresztą jak mechanika kwantowa, która wywróciła do góry nogami fizykę newtonowską. Poeta wyznaje: „potrzeba zamknąć powieki/ i nie patrzeć w ten księżyc”. Bohater nie chce wracać za horyzont zdarzeń, a jednocześnie zdaje sobie sprawę, że ból jest samą treścią istnienia. Z tekstu wyłania się więc perspektywa następująca: należy sobie znaleźć miejsce z widokiem na otchłań. Trzeba w nią spojrzeć, pogodzić się z nią, oswoić, ale – bliżej nie podchodzić, za horyzontem zdarzeń jest już bowiem to, co niepojęte, nieokiełznane, niebezpieczne. „Sam pogrążyłem się we własnej otchłani, gdzie świadomością rządzą inne prawa, gdzie umiera/ sens wszelkiej informacji” (Horyzont zdarzeń).

Rozważania psychologiczne wzbogacone są o wątki społeczno-polityczne i religijne. Bohater wspomina swoje dzieciństwo i Polskę z czasów transformacji gospodarczej. W wierszu Przełom naśmiewa się z historycznych narracji, udowodniając że ocena powstania warszawskiego zmieniała się w zależności od epoki. Możliwe, że relatywizm dotyczy tak naprawdę każdego aktu poznawczego, a dobro i zło to jedynie wytwory kulturowe. Ta aksjologiczna względność, sąsiadująca zresztą z fizykalną względnością czasu i przestrzeni, uderza tym bardziej, że jedną z głównych konstelacji, do których podróżuje Mrozek, jest Pismo Święte, wypełnione przecież bardzo konkretnymi treściami metafizycznymi i etycznymi. Ale stosunek poety do nauk kościoła nie jest bezkrytyczny. W utworze Kamień bohater zastanawia się, jak potoczyłaby się historia Europy, gdyby dwa tysiące lat temu pewien Żyd rzucił kamieniem w jawnogrzesznicę: „Proroka/ uznano by za nieszkodliwego szaleńca. Nieznane// byłoby imię pewnego mordercy, który nie uszedłby/ sprawiedliwej karze. Cesarstwo upadłoby później/ i z innych powodów. Inne sztandary prowadziłyby/ wojska na bój, który usprawiedliwiano by innymi/ kłamstwami”. I tak dalej. Okazuje się jednak, że codzienne życie toczyłoby się swoim torem, „kobiety w bólach rodziłyby dzieci,/ mężczyźni zabijali – bez różnicy – mężczyzn, kobiety/ i dzieci”.

Stosunek do tradycji chrześcijańskiej ma więc autor ambiwalentny. Jak się dowiadujemy z wiersza Wzgórze, szpital psychiatryczny znajduje się w pobliżu barokowego kościoła i klasztoru: „Ilekroć patrzę w górę z poziomu asfaltowej szosy,/ myślę, że w tym usytuowaniu tkwi jakaś zbyt piękna albo straszna/ metafora, bym mógł ją teraz pojąć”. Nie wiem, czy Bóg Mrozka jest Bogiem osobowym. Jeśli tak, to różni się od biblijnego Stwórcy: „Uświadomił sobie własną wszechmoc/ i popełnił grzech założenia/ że dzieło jest skończone// Bowiem/ nie na początku lecz u kresu/ nie przyczyną ale skutkiem// Jest Bóg”. Bóg z Horyzontu zdarzeń okazuje się wtórny wobec praw fizyki, a jego figurę można chyba interpretować jako zasadę, coś w rodzaju logosu, który urzeczywistnia „stałość ciągłej zmienności”. Zmiana to zresztą jedno z fundamentalnych praw, jakie rządzą tym światem: „Oto tajemnica największa mojego istnienia:/ że jestem dziś kimś innym niż byłem wczoraj,/ że, jeśli będę jutro, będę znowu kimś innym” (Trójca).

Z debiutanckiej książki poetyckiej Mirosława Mrozka wyłania się określona wizja rzeczywistości. Poeta łączy pojęcie fatum z kodem DNA, postulując w ten sposób tezę o determinizmie. Człowiek to istota, której życie psychiczne ściśle się wiąże z jej istnieniem fizycznym. Wszelka wartość jest wytworem kulturowym, a więc rzeczą arbitralną i uwarunkowaną historycznie. Poezję rozumie Mrozek jako sposób myślenia o rzeczywistości, z naciskiem na autorefleksję, ale nie wierzy w dialog i możliwość porozumienia się z czytelnikiem: „Jakakolwiek rozmowa między nami/ Nie jest możliwa. Twoja rola: zachwyt lub pogarda” (Monolog). Adekwatnego obrazu rzeczywistości można szukać jedynie w naukach przyrodniczych, te jednak w codziennym życiu okazują się bezużyteczne: „kto ma rozum, niech mu nie ufa” (Pierwsi będą ostatnimi), gdyż „wszystkie równania/ mają rozwiązania/ lecz nie mają znaczenia” (Mechanika kwantowa).

Horyzont zdarzeń to mocna i oryginalna propozycja poetycka. Po jej lekturze międzygwiezdne przestrzenie wydają się jeszcze bardziej chłodne i jeszcze bardziej mroczne. Bo przecież, jak pisze autor w wierszu Boli, „cały mechanizm w ruch wprawia ciemna energia”. Ciemność tętni tuż pod powierzchnią, nęci swoim nieludzkim powabem, napędza koła melancholii. Popatrzę w nią jeszcze przez chwilę, a potem odstawię teleskop.